Miejsce na twoją reklamę.



Który tytoń lubisz najbardziej?

Fumari
Fantasia
Fusion
Romman
Starbuzz
Tonic
Inny

Jak to się robi w Izraelu

Uwaga terminologiczna

Nie używam nazwy „szisza”, która funkcjonuje w Maroku, Egipcie i krajach arabskich Bliskiego Wschodu. Dźwięczność tego terminu przyczyniła się prawdopodobnie do tego, że przyjął się on w Europie. W Stanach Zjednoczonych używa się miłej uchu nazwy „hooka”. Zaś ja nazywam ją „nargilą”. Jest to nazwa powszechnie używana w Izraelu, gdzie mieszkałam prawie 2 lata i zaraziłam się pasją wodnej fajki.

Przed wyjazdem zdarzało mi się kilkakrotnie palić nargilę w gronie znajomych, głównie w Polsce. Jednak z perspektywy czasu widzę, jak straszna to była profanacja…

 

Złe dobrego początki

 

Moją pierwszą nargilę kupiłam „ode Arabów” w Tyberiadzie. Była malutka, kosztowała nie więcej niż 40 szekli (ok. 30 zł) i wzbogacona została o zestaw tytoni oraz niewygodne szczypce. Wtedy pierwszy raz trafiłam na samozapalające węgielki „Nakhla” („z krzyżykiem”), którym jestem wierna do dziś. Ponieważ po hebrajsku „akhla” znaczy „super”, „fajnie”, zakładam, że po arabsku podobne słowo ma zbliżone znaczenie i nawet jeśli się mylę – sentyment do węgielków pozostaje.

 

Druga moja nargila to „składak”: butlę i trzon otrzymałam w prezencie od kolegi z Kolumbii, zaś wąż i głowa to nabytek typowo izraelski. Owijam ją ozdobnym szalem dla zapewnienia 100 % szczelności. Tej nargili używam w Polsce. W Izraelu zaś mam zupełnie niemobilną, wysoką na 1,2 m nargilę z piękną błękitną butlą.

 

Uznaję węże jedynie z drewnino-metalową końcówką. Plastik moim zdaniem jest nie tylko nieestyetyczny, ale również psuje smak. W lokalach na szuku w Jerozolimie, Hajfie, czy nawet w Egipcie, stosuje się jednorazowe plastikowe ustniki. Podobnie jest w „Czajowni” w Krakowie. Cóż, ze względów sanitarnych trzeba się na to godzić, ale nic nie zastąpi pysznego smaku dymu, wdychanego przez metalową końcówkę!

 

Jeśli odwiedzicie kiedyś Jerozolimę, zajrzyjcie do hostelu Fajsal tuż przy Bramie Damasceńskiej. Prowadzony przez Arabów, zwykle zaludniony Japończykami po same brzegi, bardzo tani, na pewno was urzecze. Zwłaszcza, że chlubą tego hostelu jest Tea Room, z wygodnymi kanapami, na których gra się maniakalnie w szachy i szesz besz, pijąc czarną kawę z kardamonem i pykając swojskie nargile…

 

Zabawy z bronią

 

Wraz z pierwszą nargilą rozpoczęło się smakowanie tytoni. Zaczęłam od tych kupowanych w pudełkach: jabłkowy zmieszany z wiśniowym (bardzo popularna w Izraelu mieszanka), różany (smakował jak pączki), miętowy (nie polecam, zapach utrzymuje się w wężu bardzo długo…), jagodowy, malinowy, bananowy, czekoladowy, kawowy, capuccino, truskawkowy… Stosunkowo późno, za sprawą mojego przyjaciela, smakosza i znawcy nargili, odkryłam smak melona. Kupowaliśmy ów melonowy tytoń na wagę. Z kilku miejsc w Izraelu, w których zaopatrywałam się stale, mogę polecić wioski arabskie w Galilei (w pobliżu Har Meggido), także te, zamieszkiwane przez Druzów, szuk Ha’Carmel w Jerozolimie, Rosh Pina, mała miejscowość w drodze na wzgórza Golan (przy krajowej drodze nr 9, przebiegającej od Ejlatu na Północ). Ceny wszędzie są podobne. Za pudełko tytoniu zapłacimy ok. 5 szekli, za zbliżoną gramaturę tytoniu na wagę ok. 3-5 szekli, przy czym tytoń taki jest lepszy jakościowo i świeższy.

 

Tytoń egipski, tak ceniony w Polsce, jest kiepskiej jakości.

 

Smak melona i miodu (zdarzyło mi się palić taką zabójczą mieszankę, którą wykonałam sama), często wymaga małego podrasowania. Dotyczy to także innych tytoni wagowych, ale zwłaszcza te dwa smaki mają to do siebie, że proporcje melassy do tytoniu są lekko zachwiane i należy dodać trochę pudełkowego tytoniu,aby „osuszyć” konstystencję. Zbyt mokry tytoń skwierczy i syczy, nie dając dostatecznej ilości dymu.

 

Folię aluminiową najlepiej złożyć w pół. W sklepach ogrodniczych są dostępne metalowe jeżyki do ikebana. Mój izraelski przyjaciel używał ich do dziurawienia folii. Wówczas wystarczy jeden ruch i mamy pięknie i równomiernie podziurawioną folijkę.

 

Co do szczypców, wyznaję zasadę, że im większe, tym lepsze. Rozpalanie węgielka następuje na zewnątrz, a w przypadku, gdy palimy na świeżym powietrzu, w pewnym oddaleniu od palących. Dym jest bowiem mocny i nieprzyjemny. Dodatkowo, jeśli palę w plenerze, używam komina. Może to być komin kupiony za ok. 20 szekli, ozdobny, ale równie dobrze można wykonać jednorazowy komin samodzielnie, owijając głowę nargili „płotkiem” z folii aluminiowej. Spowalnia on proces spalania węgla.

 

Zwyczaje autochtonów

 

Nargila jest świetnym zwieńczeniem obiadu. Podaje się ją wraz z kawą. Palenie nargili wespół z piciem alkoholu jest niedopuszczalne i wydaje mi się świętokradztwem, także dlatego, że alkohol paraliżuje kubki smakowe i psuje smak tytoniu.

 

Nargilę zabieramy na wycieczki nad rzekę Jordan, na pustynię Negev, na plażę… Tyle razy siedzieliśmy na dachu starego domu na górze Susita, paląc nargilę, pijąc świeżo parzoną kawę z kardamonem, wcinając daktylowe ciastka i patrząc na zachód słońca nad Genezaret! Piekno tych chwil, nagła zmiana wysokości (na co dzień mieszkałam -200 m p.p.m.) i dym melonowy wywoływały u mnie lekki zawrót głowy.

 

Podczas palenia nargili graliśmy często w szesz besz (inne nazwy tej gry to tryk-trak, backgammon), który jakoś wyjątkowo dobrze się komponuje ze spokojnym smakowaniem dymu.

 

W Izraelu nie ma zwyczaju „puff, puff and pass”. Palący nargilę nie spieszy się, by ją podać innym. Przekazanie węża następuje wtedy, gdy jedna osoba się nasyci. W Jordanii poznałam zasadę, mówiącą o tym, że wąż należy podawać lekko zgięty, z ręki do ręki, zachowując kontakt wzrokowy. Tej zasady nie przestrzega się w nowoczesnym Izraelu, ale z pewnością odłozenie węża na podłogę jest nieuprzejme lub – w szerszym znaczeniu – niehigieniczne.

 

Niektóre z tych zasad warto zaszczepiać także w Polsce, bo nie wolno nam zapominać, że my dopiero od kilku lat próbujemy adaptować zwyczaj, istniejący w kulturach Bliskiego Wschodu od stuleci.

 

Autor: Marta Jesionowska

 

 

 
Dodaj link do:www.wykop.plwww.dodajdo.com
lotus elise